Wiele emocji budzi ostatnio propozycja wybudowania spalarni odpadów komunalnych w Bydgoszczy. Właści wie emocje dotyczą tylko tych mieszkańców, którzy będą żyć w jej bezpośredniej bliskości. Tak się jednak złożyło dziwnie, że wszystkie trzy proponowane lokalizacje mieszczą się w Łęgnowie. Jest jeszcze lokalizacja w Toruniu, ale od początku było wiadomo, ze wojewódzka spalarnia powstanie u nas, bo gotyk na dotyk takiego sąsiedztwa by nie zniósł. Nie mnie oceniać, czy spalarnia jest szkodliwa czy nie jest szkodliwa, nie jestem inżynierem i się na tym nie znam. Doświadzcenie jednak pokazuje, że od planów i założeń do codziennej praktyki w pracy takich splalarni jest droga daleka. Najbardziej jednak irytuje mnie podejście miasta do tematu. Urzędnicy mówią - spalarnia powstać musi, bo inaczej będziemy płacić potężne kary za składowanie odpadów, które wprowadza UE. Poza tym - mówią w ratuszu - taka spalalrnia to czysty zysk, dobra inwestycja, miejsca pracy i tańsza energia. Ok. Ale dlaczego mówi się mieszkańcom Łęgnowa, że muszą wykazać się postawą obywatelską i zgodzić się na spalarnię? Dlaczego większośc (która ogolnie ma ten temat gdzieś) może wymusić na mniejszości (która nie ma tego gdzieś) jakąś postawę? Przy tym - nic jej nie dając. Bo gdyby ratusz powiedzial otwarcie, ok - będziecie mieli kiepski widok za oknem, a ciężarówki dojeżdżające do spalarni powodują, że przejście na drugą stronę ulicy będzie przypominało trudnością wejście na Kilimandżaro i poza tym będzie trochę śmierdzieć, ale za to dostaniecie coś innego. Na przykład za darmo energię, ulgi w podatkach (skoro inwestor spalarni dostanie takie ulgi, to dlaczego nie mieszkańcy?) albo cokolwiek innego. Ale nie - bądźcie dobrymi obywatelami i się zgódźcie, płaćcie jak płaciliście nie marudźcie, bo inaczej powiemy, żeście ciemnogród. Co z tego, że mają już pod nosem elektrociepłownię i oczyszczalnię ścieków, plebs to plebs, więc cicho i do kąta. Nie podoba mi się takie traktowanie ludzi.
komentarze (1) | dodaj komentarz